Proces produkcji elektryka jest tak "ch*"owy dla środowiska w stosunku do zwykłego samochodu że eko to on dopiero staje się po przejechaniu 70-80 tyś z tego co czytałem 
Zależy od tego jak to obliczno. 70-80 tys. najniższe szacunki. Inne mówią o 100, czy ponad 110 tys.
jest ekologiczne póki jest zasilane prądem choćby i z elektrowni węglowej,
dlaczego zakladasz, ze pierwszy swiat jest tak zacofany energetycznie jak RParafialna ?
wielki ciezki ujowy suv to nie jest problem samochodow elektrycznych, tylko bogatych idiotow, ktorzy kupuja takie badziewia i to bynajmniej jako EV, bo takich jest garstka,
problemem jest, ze kioski na kolach z silnikami v8 quadro turbo pierdyliard pałer horsow beda mogly sobie wjezdzac tam ,gdzie tikaczowi nie wolno i nie chodzi mi o wysokie krawezniki, tylko np. centra miast - bo kiosk jest nowy, a tikacz stary
w tematyce EV https://www.youtube.com/watch?v=T__9iDWgqw4&t=603s
nawet na chwile nie zwatpilem, ze to kolejny pisowki przekret
Nie czynię założeń, tylko zauważam że te same przepisy które obowiązują dla aut w Europie Zachodniej, obowiązują całą UE, czyli także Europę środkową i kawałek wschodniej, gdzie opieramy się na węglu lub w najlepszym razie gazie.
Oczywiście problemem są użytkownicy, ale użytkowników łatwo nie zmienisz, mimo że na zachodzie też funkcjonują pogardliwe określenia na takich, np. "Traktory z Chelsea".
Dlatego przepisy powinny być pomyślane inaczej. Idiota nie kupiłby kretyńskiego samochodu gdyby istniał ogólny wymóg że nowy samochód z Cx powyżej 25 nie dostanie homologacji, podobnie jak samochód ważący ponad 1500kg. (Już słyszę w myślach wrzask forumowiczów przeciwko zakazowi który nie dotknąłby żadnego z ich samochodów), można by tylko zdjąć ten wymóg dla pojazdów wojskowych, leśników, straży i dla samochodów typowo terenowych, np. wziąć kąty i wymiary z Defendera, dać tolerancję 10% i powiedzieć że samochód nie musi spełnić wymogów współczynnika oporu jeżeli nie jest większy niż Defender, i ma napęd 4x4 z reduktorem i blokadą co najmniej jednego mechanizmu różnicującego- prawdziwe terenówki by przetrwały, a Suvy wykosiłoby momentalnie, bo większość nawet jak jest mniejsza, to nie ma takich napędów ani kątów natarcia, a głupi użytkownicy nie przesiedliby się na samochody terenowe bo są dużo mniej wygodne.
Można by też wprowadzić przepisy podobne do Japońskich, gdzie wysokość podatku jest uzależniona od wymiarów i mocy samochodu, tym samym promując używanie ekonomicznych i ekologicznych aut, bez uderzenia w najbiedniejszych, a samochody zabytkowe i historyczne całkowicie zwolnić z opłat.
Tymczasem w Europie kierunek jest odwrotny, najlepiej mają najbogatsi i ich kretyńskie samochody, a wprowadzane przepisy uderzają głównie w uboższych oraz entuzjastów, jak np. strefy miejskie które pozwalają wjechać dwutonowym SUVem który zatruwa świat codziennie, i jego produkcja była bardzo energochłonna, ale już wjazd ważącym 600 kilo Triumphem czy Maluchem sprzed 50 lat wyprowadzanym raz na miesiąc, jest niedozwolony.
Prowadził ktoś z Was kiedyś współczesny elektrycznych samochód? Może od tego warto by zacząć tą dyskusję.
To nie jest kwestia prowadził czy nie, tylko kwestia rzeczywistych skutków pewnych regulacji.
Bo SUV o ogromnej powierzchni czołowej, współczynniku CX będącym przy projektowaniu sprawą drugorzędną względem stylistyki, i ważący dwie tony jest pod każdym wzgledem nieekologiczny, a spełnia przepisy tylko dlatego że ma napęd elektryczny, który jak udowodniono zaczyna zwracać się emisyjnie dopiero po ok. 100 tys. km, w porównaniu do silnika diesla, i to zakładając że elektrownia jest atomowa lub np. słoneczna, a gwarancja na współczesne baterie np. u Nissana czy Tesli to 8 lat i ok. 160 tys. km. Szacowana trwałość to 10-20 lat.
Gdybym ja, czy moja matka, kupilibyśmy samochody elektryczne to przy naszych przebiegach, 10 tys. rocznie te samochody nigdy by się nie zwróciły nawet na zachodzie. Benzynowa, czyli ekologiczniejsza od diesla, Panda mojej matki dowoziła ją codziennie do pracy i przez 16 lat przejechała zaledwie 160 tys. km.
Rolnik który był pierwszym właścicielem mojego Poldrovera, przez 13 lat przejechał nim 153 tys. km, a przez następnych 10 lat, ja zdążyłem nim przejechać jakieś 20 tys. km. Z punktu widzenia przeciętnego użytkownika na Zachodzie, który zmienia samochód na nowy co 5 lat, za rok należałoby już piąty raz zaprząc hutę i fabrykę żeby złożyć dla nas piąte auto, a produkcja hutnicza i fabryczna to też są emisje i to ogromne. Zwłaszcza produkcja stali przeniosła się do krajów które swoją energetykę w dalszym ciągu opierają na węglu i innych paliwach kopalnych.
Pół biedy gdyby, te auta rzeczywiście miały szansę się zwrócić, ale np. w UK przez podatek emisyjny i wysokie koszty robocizny przeciętny przeg samochodu złomowanego to 170 tys. km.