Autor Wątek: Humor II  (Przeczytany 301430 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline banned

  • Sympatyk
  • Wiadomości: 4274
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Humor II
« Odpowiedź #2640 dnia: Luty 08, 2018, 23:00:48 pm »
Coś o naprawach różnych skomplikowanych maszyn:

Cytuj (zaznaczone)
– Dzień dobry, ile kosztuje strojenie pianina?
– Jakiej jest marki, kiedy było strojone, co mu dolega?
– Chyba Calisia. Nie wiem, kiedy było strojone.
– No może jednak? Muszę jakoś oszacować koszt…
– Nie wiem. Po prostu niech pan powie, ile kosztuje strojenie pianina.
– Gdyby pan powiedział, że było strojone rok temu, a do tego jest w pełni sprawne mechanicznie, to bym stwierdził, że XXX złotych. A tak to wygląda podobnie do tego, że dzwoni pan do serwisu i pyta, „ile kosztuje zrobienie samochodu”. Przecież wszystko zależy od tego, co trzeba z nim robić.
– No nie przesadzajmy, „zrobienie samochodu”… Co to w ogóle za porównanie? Przecież mówię: STROJENIE.
– Dobrze, niech będzie. Strojenie to strojenie. XXX złotych.

(Powinienem w ogóle nie przyjąć takiego zlecenia, bo po takiej rozmowie można było spodziewać się kłopotów. Ale wówczas nie byłem jeszcze tak asertywny…)

Przyjechałem na miejsce. I co widzę: zapuszczona, rozeschnięta, od dobrych 20 lat niestrojona Calisia, która bardziej miauczy, niż gra, a strój spełzł o ponad pół tonu. Otwieram pianino, rozkładam na części – a w środku totalny syf…

I nagle pan właściciel dostał przyspieszenia! Stwierdził, że, skoro już otworzyłem pianino, to on „skorzysta z okazji” i je w środku wyczyści! Dobre sobie! Może jeszcze sam je sobie nastroi, „korzystając z mojej obecności”?

A dlaczego ma on to robić w moim czasie? A czy, jak idzie do restauracji, przynosi tam własne picie? Czy może, żeby się napić, idzie w knajpie do łazienki i pije kranówę, tylko by nie zamawiać napoju do obiadu? (Wrodzone poczucie obrzydliwości każe mi nie rozwijać tematu, co by mógł w tejże toalecie zjeść, byleby w ogóle niczego nie zamawiać…)

Niestety, kiedy przychodzę wykonać zlecenie, to JA się zajmuję pianinem. A łaskawy pan właściciel może robić co mu się żywnie podoba o każdej porze każdego innego pozostałego dnia w roku. A nie akurat wtedy, kiedy ja już jestem i mam zadanie do wykonania. A „odpoczywać” podczas czyszczenia pianina to wolałbym w swoim domu, a nie w domu klienta.

Poza takimi cwaniakami, jest też i inny gatunek ludzi, opisany przez panią Zapolską. Trzeba tak poudawać zatroskanie zabrudzeniem pianina, żeby pan stroiciel koniecznie zobaczył, jakie to z nas czyścioszki. Więc bierzemy szmatkę i zaczynamy ją wciskać stroicielowi między palce, tak aby koniecznie zauważył, jak to starannie ten kurz wycieramy, jak bardzo on nam przeszkadza (choć nigdy dotychczas nie przeszkadzał) i jak bardzo go nie tolerujemy…

Ile trwa podstawowe czyszczenie pianina, bez rozkładania mechanizmu na części pierwsze? Zazwyczaj, ponad godzinę. I też swoje kosztuje. A niestety, pominąć go się nie da (chyba że jest się w sali Caritas, gdzie znikąd pomocy nie będzie – nawet „dobrego słowa”, nie mówiąc już o odkurzaczu). Dlaczego? Bo trudno jest nastroić pianino, w którym klawisze lepią się od brudu, kleją się ze sobą, toną w śmieciach i nie odbijają, bo coś się dostało między nie. Albo w którym jest gniazdo myszy. Oraz jeszcze z jednego względu – bo stroiciel niekoniecznie chce ubrudzić własne narzędzia pracy (dlaczego miałby to zrobić poświęcając się akurat nam i naszemu pianinu?), a przy okazji ubrudzić się i sam. Bo, wbrew pozorom, bardziej można się ubrudzić, strojąc zasyfione pianino, niż je czyszcząc. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale wynika to z mojej praktyki.

No więc asertywnie zabrałem się za czyszczenie pianina, a poza tym nie mam zamiaru robić z nim czegokolwiek poza samym strojeniem. A przecież byłoby co…

Kończę i każę właścicielowi sprawdzić wynik pracy. (Po co? Żeby nie zadzwonił jutro z reklamacjami, „bo Fis jakoś tak nie brzmi”. Bo „brzmienie Fis” zależy nie od tego, czy dobrze je nastroiłem – to można i należy sprawdzić po strojeniu, poza tym, nie mam najmniejszego powodu, żeby zrobić to źle – lecz od kondycji technicznej pianina, którą zapewnia mu właściciel, a nie stroiciel. Tak samo, jak zdrowie człowiekowi zapewnia nie lekarz, lecz on sam.)

No cóż, właściciel duka klawisze jednym palcem (same białe – ale złośliwie nie zwracam mu uwagi, że są też i czarne. Milczenie też czasem bywa złośliwe) – i proszę: tu puka, tam stuka, tu źle odbija, tam w ogóle nie gra, tu coś bzyczy, tam zostaje pogłos… No cóż, chciał pan strojenie, to masz pan strojenie! „A co z resztą?” – „A reszta już nie jest strojeniem, tylko przeglądem, naprawą, regulacją, łataniem dziur, doprowadzeniem zaniedbanego pianina do stanu użytkowego” – „No to czemu pan tego nie zrobił?”

No bo wyceniłem ci, człowieku, strojenie – tak, jak chciałeś. I to za nie chcesz mi zapłacić. A nie za cały kompleks czynności. I przecież tak psioczyłeś przez telefon, tak cię oburzyło porównanie ze „zrobieniem samochodu”, tak bardzo zaciekłeś się, żeby „cwaniak stroiciel” przypadkiem cię nie oszukał, że sam się wprowadziłeś w maliny i siebie przechytrzyłeś, bo jesteś po prostu w temacie pianin niekompetentny. Domagasz się wyceny bliżej niesprecyzowanego zakresu usług, myśląc, że wiesz lepiej, na czym ich wykonanie polega. Skąd niby miałbyś o tym wiedzieć – skoro twoje pianino przez 20 lat stało i pleśniało? I teraz patrzysz ze zdziwieniem na mnie i spodziewasz się, że rzucę się wykonywać oczekiwane przez ciebie czynności? Owszem, mogę je wykonać (doświadczenie już mnie nauczyło, żeby zawsze zabierać ze sobą pełną torbę z narzędziami, choć przecież do „samego strojenia” wystarczyłby mi klucz, dwa kliny i taśma), ale dlaczego miałbym? Bo mi zależy? Tak – na pianinie, ale nie na tobie. Może w imię współpracy? Ale jaka z tobą współpraca? – zgasiłeś moją chęć do niej już podczas wstępnej rozmowy telefonicznej.

Przy okazji – tak samo, kiedy słyszę, że stare pianino wymaga „drobnych poprawek”, rezerwuję sobie cały dzień i biorę wszystkie możliwe narzędzia. Rzadko kiedy bywa to niepotrzebne. Jedne z ostatnich takich „drobnych poprawek” rozciągnęły mi się prawie na 6 godzin… Nie wliczając w to dojazdu.

Z braku współpracy i odpowiedzialności cierpią zarówno stroiciele – bo tracą entuzjazm do pracy – jak i pianina. Bo, nawet jeżeli stroiciel coś zauważy, to i tak tego nie zrobi, bo nie będzie miał powodu ani motywacji.

No, ale słowa „współpraca” i „odpowiedzialność” na tej szerokości geograficznej są raczej słabo znane…

http://arspolonica.ocross.net/refleksje-o-strojeniu-pianina/
Osiągi samochodów FSO fabrycznie mierzone z 5 osobami i 50kg bagażu na pokładzie.
Kupię przednie błotniki 44E i rogal do Rovera

Offline daniel22

  • Prawdziwy koneser
  • Sympatyk
  • Wiadomości: 1009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pogromca typowych Łukaszów
    • matiz 1.2 turbo diesel
Odp: Humor II
« Odpowiedź #2641 dnia: Luty 09, 2018, 00:24:31 am »

Offline KGB

  • Sympatyk
  • Wiadomości: 10624
  • Płeć: Mężczyzna
  • Antypartyzant
    • Plus Srebrne Caro
Odp: Humor II
« Odpowiedź #2642 dnia: Luty 12, 2018, 18:18:09 pm »
^... i kamieni kupa - czyli materializacja trzeciej czesci dziadów

tymczasem ustawowy zakaz cofania licznikow dziala ;]
i jednoczesnie rekord beczki pobity https://www.otomoto.pl/oferta/tesla-roadster-odbior-na-marsie-auto-w-ciaglej-ekspolatacji-ID6zzueO.html
Cytat: Senn#1869
Nie odpowiadasz za forum, nie moderujesz go, nie masz statusu klubowicza wiec Twoje zdanie jest nic nie warte.