To samo pisali w komentarzach (niektórzy) ale prawo jest prawem.Miał zniszczoną kabinę i przednią szybę, więc jak czymś takim jeździć? Są oczywiście różne sytuacje, ale nie można robić wyjątków, bo albo robimy je dla każdego, albo dla nikogo. To był tyko jego pech, że ktoś go podpier*olił i zjechały się smerfy, bo inaczej, to pewnie by dojechał do celu.Jednak sposób "naprawy" uszkodzenia, wymykał się wszelkim normom i może dlatego, ktoś zareagował.Może gdyby jechał bez tej szyby w ogóle, okręcony czym się da (bo piździ niesamowicie) to inni by to olali, a tak, to ktoś się zainteresował.Dobre 15 lat temu, jak sam, będąc w trasie Żukiem, w całkiem obcej okolicy (trasa do nowego Sącza) w środku nocy, zostałem niemiło zaskoczony odpryskującym kamieniem, czy ch*j wie czym, walącym prosto w przednią szybę.Szyba hartowana, to w sekundzie rozleciała się w drobny mak.Chyba dobre 30 km jechałem tak ubrany w co się dało, włączyłem nawiew, żeby chociaż po nogach leciało i dojechałem.Na miejscu, taki jeden znajomy poratował mnie folią i taśmą, zakleiłem to wszystko i tak przeczekałem do rana, bo w nocy ładnie padało.Dopiero na drugi dzień, pojechałem za nim, na szrot, kupiłem szybę, (dobrze, że to czasy świetności żuków) i stamtąd do warsztatu, gdzie pracował jego syn.Nawet nikt tej szyby nie potrafił włożyć, bo chłopaki się na innych autach znali

ale się udało.Dodam, że cały dzienny maraton, przejechałem bez szyby, po mieście.Nie wiem, co by niebiescy na to powiedzieli, ale nie wpadło mi wtedy do głowy, żeby jechać z zaklejoną folią, bo mi zimno itd. Są różne sytuacje, ale nie ma żadnego tłumaczenia, jeśli zagraża się bezpieczeństwu, szczególnie jadąc takim zestawem.Każdy by chciał robić to, co mu akurat pasuje, ale niestety tak się ne da.Tzn. da się, ale to trzeba nie być zwykłym kowalskim, tylko jakimś ministrem, czy innym
