Chciałem przegonić truckło po ulicy, więc poskładałem ostatecznie przód, wymieniłem olej w moście na 10W-40. Odpalił, jak tylko raczył zakręcić rozrusznikiem. Nawet ucieszyłem się, że nie kopci już na niebiesko, lecz w pewnym momencie oczywiście znowu zaczął. Trochę porobił na wolnych obrotach, trochę poruszałem nim po placu, coby sprawdzić hamulce, biegi... Dolałem paliwa... No i zgasiłem go na kilka minut. Potem wsiadłem zrobić rundkę po osiedlu i... już nie udało mi się go odpalić. Kręcił jak szalony, lecz nawet nie załapywał. Już kiedyś miałem taką akcję. Zostawiłem to tak, jak jest - i po dłuższym czasie odpalił "od strzała". Do tej pory nie wiem, co było przyczyną wcześniejszego nieodpalania. Niepokoi mnie natomiast, iż takie coś się powtarza. Skoro już mam ten samochód, to wolę, żeby za każdym razem dało się go uruchomić, a tutaj w każdej chwili mogę się spodziewać trudności z uruchomieniem. Znaczy, wiem, że to polonez, ale bez przesady.

Zaczyna mnie dopadać obawa, że wojna z rdzą (zresztą jeszcze nie zakończona) była dopiero początkiem nowej batalii, a nie ostatnią, jaką trzeba było stoczyć, by uratować tego złoma.