Wszystko zależy od egzemplarza. Auto, które mam w avatarze moja rodzina ujeżdża od kupna w salonie - z blachy nic nie zostało, auto się niedługo złamie, ten matiz był zgnity zaledwie kilka lat po kupnie, podczas gdy mój polonez wygląda od spodu jak nowe auto. Podłużnice i podłoga były w fabrycznym lakierze (!) bez żadnej konserwacji. I co teraz?
Tak, jak mówisz - wszystko zależy od egzemplarza oraz od sposobu jego użytkowania. Matizem nigdy nie jeździłem (chyba nigdy nawet nie siedziałem w matizie), ale wierzę Ci, bo słyszałem już historie o gównianości blacharki w tym modelu. Niemniej jednak, daewoo, chociażby lanosy, generalnie mniej chętnie rdzewiały niż polonezy; w sensie że były na tę rdzę mniej podatne. Minusy mam tu na myśli, bo plusy jednak z jakichś powodów nie gniły aż tak.
Ta, jasne. Znajdź mi zarżniętą deskę rozdzielczą w caro. Trzeba naprawdę umieć ją zniszczyć, albo ciąć nożem, gorzej, wiadomo, było w plusach. Tymczasem w dajewoo:
Mówię ogólnie, bo ta polska deska ze zbrojonej pianki z czarną skórką faktycznie jakościowo zła nie jest. Ergonomiczna też zresztą nie jest, co zdaje się nie podlegać nawet dyskusji. Chodziło mi bardziej o jednowarstwowe plastiki, które występują w wykończeniu wnętrza i ich łamliwość (listwy metalowo-gumowe na zewnątrz też zresztą na dłuższą metę okazały się porażką i słusznie zostały zastąpione plastikowymi), a również zatrzaski na obiciu drzwi chociażby, które rozpadają się niemal wszystkie już przy pierwszej próbie zdjęcia obicia. W nubirze zresztą mnóstwo elementów jest na różne zatrzaski; zdejmowałem i zakładałem je wielokrotnie i nigdy nic nie pękło. O matizie się oczywiście nie wypowiem, ale śmiem twierdzić, że co pokazałeś na zdjęciach, po wyczyszczeniu byłoby jak nowe, bo to jest jednak tylko tworzywo sztuczne i w nubirze udało mi się je zadrapać, ale bynajmniej nie paznokciem.

Co do tylnego napędu - poczytaj sobie książkę S. Zasady "Szybkość bezpieczna", gdzie przedstawione są wady i zalety tylnego napędu... z korzyścią dla tylnego. Oczywiście, pod warunkiem, że kierowca jest wyszkolony i umie opanować swoje auto.
Chętnie, bo na pewno jest tam wartościowa wiedza. Tylko że zimą ugrzązłem lublinem na gładkim, przymarzniętym trawniku, który rozmarzł po wierzchu. Przednionapędowiec poszedłby po tym jak burza. Podobnie pod oblodzoną górkę, pod jaką o powyższej porze roku czasami muszę wjeżdżać. Nie powiem, na pewno wymaga to większych umiejętności i daje większą satysfakcję, kiedy się uda, ale generalnie tylny napęd ułatwieniem wtedy nie jest. Wchodzenie w zakręty itp. to już inna sprawa... Tylko że najpierw trzeba... jechać.

A co do frajdy... jak jej nie czujesz z jazdy polonezem, to po kij robisz tego trucka i tutaj wchodzisz? Nie rozumiem, ja jak do niego wsiadam, to cieszy mi się micha i czuję frajdę z samego przemieszczenia się z punktu A do punktu B, fiatowskiego pierdu z wydechu czy ryczenia silnika, nawet tego agonalnego warkotu panewek. Trochę nie rozumiem, po co się zamęczać, jeśli użytkowanie takiego auta nie sprawia żadnej frajdy.
Ależ sprawia, i to dużą. Bo... to jest po prostu polonez. Lublinem też bardziej lubię jeździć, niż masterem, który może zwrotniejszy nie jest, ale jest wygodniejszy, żwawszy, nieco oszczędniejszy... Z czego to wynika - nie mam pojęcia, ale tak jest.
mp79 czytając Twoje posty, odnoszę wrażenie, że bardzo tęsknisz za czasami 8-10 lat wstecz, kiedy Polonezów było stosunkowo sporo, NIKT nie traktował tego jako klasyka i można było przebierać w ładnych egzemplarzach za psie pieniądze, wszystkie części kosztowały grosze a Poloneza kupowało się głównie dlatego, że jest tani i tanio się go eksploatuje...
Te słowa mógłbyś skierować chyba do każdego na tym forum, również do Siebie.

mimo tego, że wolałbym części za grosze i większa dostępność, to jednak postrzeganie społeczne tego auta bardziej pasuje mi w dzisiejszych czasach
I to by było chyba to, o czym wspomniałem wcześniej. Polskie auta są teraz lepiej postrzegane przez Polaków, bo ludzie coraz częściej widzą w nich również historię, a nie tylko złom. Dobrze się nimi jeździ, bo czuje się, że ludzie życzliwiej na nie patrzą. I dotyczy to, jak widać, nie tylko polonezów...