U mnie został tylko maluch i koszmarki.
Mówiąc szczerze, to poczułem swoistą ulgę pozbywając się pierdolonezów.
Od jakiegoś miesiąca szturam przy motorku

ponieważ podczas ostatniej przejażdżki w zeszłym sezonie zaczął jakoś dziwnie przerywać, przy ruszeniu ze skrzyżowania zgasł i wylądowałem wraz z motorkiem na glebie. Na szczęście pan chińczyk w standardzie dorzucił gmole, więc jedyne co się poważniej popsuło, to kierunkowskazy przednie.
Szukając przyczyny wypadania zapłonu zacząłem od wymiany świec, mając już podniesiony bak, wymieniłem też filtr powietrza, no i te nieszczęsne kierunkowskazy. Żeby zmienić kierunki musiałem zdemontować większość osłon, więc stwierdziłem, że przy okazji wymienię płyn chłodniczy, skoro mam taki fajny dostęp do chłodnicy.
No i jeszcze raz dorobię oliwiarkę łańcucha, gdyż poprzednią wersje wciągnęło w zębatki po raptem 300m...
W przerwie świątecznej zebrałem się w sobie i zacząłem przygotowywać maluszka do lakieru. Wyczyściłem z konserwacji wnękę silnika i inne "nieciekawe" miejsca. Myślałem, że zejdzie mi się nad tym długo, ale zajęło mi to raptem 2 wieczory. Odkryłem jeszcze jedno miejsce, gdzie trzeba wstawić łatkę.
Na razie wszystko co w garażu idzie mi jak krew z nosa, bo zimno w hói i mi się nie chciało tam siedzieć

Z pozostałych na placu boju pojazdów, to dusterek borzy se nabija kilometry. Kilka dni temu zauważyłem, że czas wymienić pasek osprzętu. Oczywiście nie jest to standardowy pasek, tylko ten "samonapinający", więc najrozsądniej było kupić oryginał z przyrządem do zmiany. Cenę przemilczę...

W rok zrobiłem dusterkiem zastraszające 6k km

W RIO zrobiłem ostatnio przegląd i poprawiłem naciąg paska osprzętu. Oczywiście alternator był tak dopierdolony, że ledwo to odkręciłem... Prać po łbach debili, którzy tak mocno dokręcają śruby w amelinium!