Trochę temat odjechał, więc wracając na właściwe tory

Pan Chińczyk dostarczył PCB, także wersja "niedruciarska" już złożona i siedzi w aucie na stałe


Natomiast, żeby nie było tak kolorowo, to w ubiegłym tygodniu podczas nocnej trasy wystąpił mały incydent kałowy. Silnik zaczął strasznie szarpać, falować na obrotach i metalicznie stukać jakby się coś urwało

Standardowa procedura pt. "miodu kurtyzanie bo się dusi" tymczasowo rozwiązała problem i dojechałem do domu (około 10km). Chociaż obroty na biegu jałowym falowały i co jakiś czas jeszcze czuć było że zapłon wypada, ale najważniejsze - przestał klepać.
Następnego dnia zajrzałem do świec, pierwszy i czwarty cylinder trochę mokry w oleju ale kompresja równa na każdym 15-16 bar. Nie dawało mi to spokoju - zdjąłem kolektor ssący i trochę się przeraziłem bo znalazłem kawałek sklepanego mosiądzu... Ewidentnie coś wpadło pod zawór, a później cofnęło się do kolektora ssącego. Pierwsze podejrzenie - urwana dysza od gazu wykluczona, wszystkie na miejscu. Zacząłem szukać dalej i znalazłem... Nie wiem jakim cudem, ale odkręciły się śrubki przepustnicy i wpadły do cylindrów - jedną cofnęło, druga pewnie wyszła wydechem

Przepustnicę skręciłem jakimiś zastępczymi śrubkami znalezionymi w garażu, oczywiście zastosowałem klej do gwintów. Złożyłem całość do kupy i zrobiłem krótką rundę, około 20km w koło komina wykorzystując pełny zakres obrotów. Chyba tym razem miałem farta i silnik przeżył, bo chodził równo, cicho i nie szarpał