Buźka, męska decyzja
Na pewno było Ci trochę szkoda, bo jednak kupę lat go miałeś, ale z tego co słyszałem to naprawdę wysłużony egzemplarz. Mam nadzieję, że poza orciari wyjąłeś z niego absolutnie wszystko co mogło się przydać, groki elektrykę itp też ? ( szybki i groki można do plusa wsadzić
)
Pokaż zdjęcia korozji, lubię takie oglądać 
Wywalenie zgniłego szrotu zagrażającego mojemu i innych zdrowiu, nie jest męską decyzją, tylko koniecznością.Męską decyzją jest wywalenie tej drugiej budy, którą zwlokłem.Tego, to mi było szkoda, bo planowałem inaczej, ale przejrzałem wreszcie na oczy i skończyły się sentymenty.Można je mieć, gdy cię na nie stać, a tak, to już samo życie.Przeszedłem ostatnio ciężkie chwile, Za dużo myślałem i konsekwencja tego, była ta decyzja.Moje caro nie nadawało się do remontu, tylko raczej do odbudowy, więc tu już kończymy temat.Kilka zdjęć cyknąłem, choć i tak nie oddają stopnia skorodowania karoserii.Dość napisać, że za tylnymi błotnikami, we wnęce, gdzie mamy wlew i z drugiej strony, "torebkę" na płyn spryskiwacza, wszystko było w błocie, bo na dole były dziury takie, że kot spokojnie mógłby wchodzić i wychodzić.A co do wyciągniętych gratów, to wydarłem naistotniejsze elementy.Zostały tylko przewody paliwowe, bo to nawet nie jest niezbędna przy ewentualnym swapie, a w dzisiejszych czasach, najlepiej pociągnąć sobie nowe, miedziane, no i został most, bo to kupa roboty, a nie mam warunków do tego zbytnio.Wszystko zapieczone itd. szkoda się mordować.mam w garażu taki most, zawsze można z niego zrobić użytek, ale gdybym już miał (ewentualnie) swapować rovera do plusa (czego raczej nie chcę robić) to zostawił bym go na moście 3.9 i tez by się tam jakoś toczył.Roverowski most nie jest wcale taki super, bo trzeba piłować wysoko i chcąc jechać setką, obroty są już wysokie.Zbiera się lepiej, ale i trzeba go kręcić.Na jazdę GSI nie narzekam, ciszej i spokojniej jakoś.A w razie swapu, to 1,4 tylko w celu zalegalizowania tego na mniejszą pojemność, a potem wsio rybka i można 1,6 wsadzić.jemu to już most by nie przeszkadzał.Caro było u mnie 9 lat, dziesiątego roku już nie doczekało, bo po prostu strach już trochę był.Zerknąłem w umowę i tygodnia brakło do 9 lat.Kupiony był 19.02.2009.Jak kupowałem, to gość stwierdził, że "jeszcze ze trzy lata nim pojeździsz" a tu widzicie...
W życiu hobby powinno być jakąś tam jego częścią, a nie całym życiem. Dotarło to do mnie na szczęście w miarę wcześnie ( dlatego też wydłuża mi się remont Poloneza, ale trudno... )
A no widzisz.Nie warto się oszukiwać, bo można się później boleśnie obudzić, co miało miejsce u mnie.Wszystko kwestia pieniędzy, bo jak je masz w odpowiedniej ilości, to sprawy idą łatwiej, a utrzymanie auta kosztuje, bo czy jeździsz, czy nie, płacić haracz trzeba.Na to oczywiście są sposoby, ale to tez nic za darmo.No i druga sprawa, że auto nie użytkowane, wcale się nie naprawia, a wręcz przeciwnie.Sam widziałem po moim caro, bo ostatnimi czasy przestało, jak w nim silnik chodził.Dopiero teraz się rozruszał, jak więcej nim jeździłem.
no wlasnie czytalem uwaznie
Aha...
a dobrego silnika nie oddam na złom z całym autem za 6 stówek
Za cały, kompletny pojazd marki fso polonez, płacą 600 pln.I to jest niezła cena, bo na innych dają już max 550 i to jeszcze "trzeba by go widzieć" dwa lata temu miałem ofertę za 900 na tym samym szrocie, ale jak wiecie, wszystko się zmieniło.
Rozbebeszony, to taki, który ma powyciągane to i owo i brakuje mu właśnie masy.To miałem na myśli, nie zrozumieliśmy się.A gdybym go miał jeszcze im zawozić, to już skórka za wyprawkę.Gdybym oddał tylko sama karoserie, to tak, musiałbym ją sam zawieźć, niekoniecznie w jednym kawałku, ale nie przyjadą po coś takiego, bo im się nie opyla.Gdybym dostarczył na miejsce, to przyjmują i wystawiają papier.Ponoć na każdym szrocie tak można, ponoć.
a ja laguna na szrot dojechalem - tylko pozniej sie dowiedzialem,ze jazda z zabranym dowodem to 500pln mandatu i psy takiej okazji by nie przepuscily, mimo ze przeciez jechalem oddac auto na szrot
Ty, to widzę lubisz takie akcie.Wbij sobie to wreszcie do głowy, ze skończyły się czasy samowolki, jak we wczesnych latach 90-tych i dzisiaj można mieć naprawdę ciepło, jak się ma pecha.Zobaczysz, co będzie dalej, jak powchodzą w życie te popieprzone przepisy.Ja w caro nie robiłem przeglądu trzy lata, bo nie jeździłem daleko, tylko na miejscu, a auto wiadomo, nie przeszło by.Ale też, gdybym miał pecha i jakiś krawaciarz by mi przy*ebał, to miałbym cieplutko.Trzeba się pogodzić z tym, że coraz mniej pola do manewru na kombinowanie nam zostało.Albo ma być wszystko na legalu, albo trzeba się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami.Ja osobiście nie chciał bym mieć zdarzenia (nawet nie z mojej winy) z jakimś miastowym biznesmenem i nie mieć czegoś w aucie jak należy.Niestety, tak to teraz jest.A taki krawaciarz by nie nie odpuścił.Z takim, to nawet na legalu ciężko wygrać, jak ma kasę i układy.
Dla potomnych, parę fotek "niewielkich ognisk korozji" w moim byłym capri orciari
Jak widać, tylko drobne naloty rdzy na drzwiach, i końcówki progów do roboty.Piszę "końcówki" bo tylko tyle z nich zostało











Jak widać, poniżej linii orciari, nie jest najgorzej

On w całości, to wyglądał nawet nieźle.Potencjalny kupujący, gdyby był lekko wstawiony, to nawet mógłby mu się spodobać.