Już nie chciałem im wypominać poćwiartowania cztery lata temu starego żuka
...a dzisiaj przy po kolejnym żuku coś majstrowali - jak zauważyłem kątem oka, jadąc ulicą - jeden z roboli naparzał go w okolicach dachu sporawym młotkiem. Jak mniemam, nie był to wstęp do szpachlowania przed sprzedażą w całości. Podsumowując - "polonezy caro to już klasyki, a żuki - jeszcze nie".

W temacie wątku - miałem w ogóle nie włączać już dzisiaj komputera, ale postanowiłem podzielić się ciekawą refleksją.
Trupek od kilku dni stoi na zewnątrz i błotniki jeszcze leżą niezałożone. W międzyczasie kilkakrotnie padało i dzięki temu udało się wyłapać miejsca, które należy poprawić, ew. lepiej zabezpieczyć, bo zaczął się robić rudy nalot. Moją uwagę szczególnie przykuła wytłaczanka między kabiną a lewym przednim kołem. Miejscami była w ogóle przegniła i zrobiłem na niej kilka wstawek. Tym razem "rudzielec" pojawił się na skraju fabrycznej powłoki poliuretanowej (mowa o tym szarym "baranku"; to jest właśnie poliuretan, jak mniemam), więc wziąłem dłuto, by zobaczyć, co się dzieje pod nią.
W kilka minut oskórowałem cały element z tej powłoki. Zeszła bez problemu, bo... cała blacha pod nią była cała w rudych i białych plamach. Byłem w takim szoku, że nawet nie zrobiłem zdjęcia, tylko zeszczotkowałem ten syf i od razu podkład reaktywny na to poszedł. Mam jednak dowody rzeczowe w postaci płatów tej fabrycznej "konserwacji", na których ten sam wzór jest doskonale widoczny.
Cały pieprzony element...

Wszedłem jeszcze nieco wyżej, bliżej maski, z tym zdzieraniem starej "konserwacji" - tam też ryżo!

Dałem se w końcu przysłowiowego siana, bo życia by mi nie starczyło na robienie tego złoma.
Prawa strona wygląda zdecydowanie lepiej, bo... już kiedyś była robiona! I tam w charakterze warstwy ochronnej położony jest czarny bitum.
Humor mi się popsuł, ale przynajmniej utwierdziłem się w przekonaniu, iż poliuretan faktycznie jest czymś, na co należy psioczyć, jeżeli chodzi o zastosowanie w charakterze ochrony przed rdzą. Od dzisiaj jednak jest to dla mnie osobiście jedna z największych zbrodni na polonezowej blasze. Nawet ocynk gnije pod tym gównem! I to w miejscach, które nie mają jakiegokolwiek kontaktu z otoczeniem. W miejscach, gdzie powłoka ma pełną ciągłość!
Po tym, co dzisiaj zobaczyłem, trudno mi sobie wyobrazić czysty ocynk pod tą powłoką - szczególnie na wspomnianej grodzi między fartuchem a błotnikiem, więc jeżeli będziecie zmuszeni naruszyć ten "baranek", przygotujcie się na przykry widok. Zwracam się tu również do posiadaczy bardziej zadbanych egzemplarzy.