Ja mam dwunastoletniego złoma z przebiegiem 69 tys. i śruby kontrujące przednie chlapacze wymieniłem
w pizdú na nierdzewki, bo ocynki za każdym razem trzaskały, przyspawane na rdzę do łapek chlapacza.
W temacie - odpaliłem dzisiaj Trupka i tak mnie nakręciła wizja wyjechania po raz pierwszy od kilka lat na ulicę, że nie pozdejmowałem z ramy swoich "śmieci" i podczas żwawego skręcania, wszystko poszło na jezdnię. Dobrze, że nikt nie jechał.

Wjechałem na krawężnik, by pozbierać te rzeczy z powrotem na samochód i wwieźć z powrotem na plac. Niestety, Trupek, o ile przy pierwszym uruchomieniu odpalił co prawda po kilku obrotach, ale za pierwszym razem, o tyle po lekkim nagrzaniu był już z tym problem. Postał więc na ulicy dobrych kilka minut i dopiero po włożeniu trzeciego akumulatora (na co dzień jeżdżącego w normalnym samochodzie jako akumulator, wyjętego zresztą spod jeszcze nieostygłej maski) zatrybił i udało się go wycofać na plac o jego własnych siłach.
Tak na upartego stwierdziłem, że ten silnik w sumie kłrwa nie aż tak mocno dymi
![]:-> ]:->](http://forum.fsoptk.pl/Smileys/emoty/diabelek.gif)
, wzwiązku z czym pozwoliłem mu się nagrzać. Wiatraczek się włączył i wyłączył. Zgasiłem. Ponownie odpalił od przysłowiowego strzała, co mnie trochę uspokoiło, bo zawsze jakieś oznaki normalności w obliczu tego, iż podczas pracy na wolnych obrotach zaświecały się kontrolki - oleju, "STOP" oraz akumulatora, i co chwilę trzeba było przygazowywać, żeby przygasły.
Kolejny przypał to ciecz na prawej tylnej piaście, wyciekająca spod bębna. Kilkaktornie ostrzej mi się przyhamowało, więc wziąłem ją za płyn hamulcowy, jednak badanie organoleptyczne bardziej wskazało na olej. Bębna na razie nie zdejmowałem. Nie mam dzisiaj dużo czasu na zajmowanie się swoją zabaweczką, ale psychicznie nastawiam się, że mina może mi zrzednąć.
