No widzisz, koledze zepsuło się jego 20-letnie auto (zresztą prawie się zapaliło jak olej poszedł na kolektor), i cała jego wina polegała na tym, że ma brata inżyniera którego stać, a który i tak pracuje zdalnie, to pożyczył bratu BMW żeby mógł dojeżdżać do pracy.
A to takie kredki? Myślałem, że to z wypożyczalni, a to nawet jeszcze gorzej, bo zniszczyli własność bogu ducha winnej osoby.
No i jak podjechał tym G20, to się podobno zaczęły jakieś złośliwe komentarze że ma "lepsze auto niż pan dyrektor", i dziwnym trafem parę dni później dzieciaki obrzuciły auto kamieniami uszkadzając maskę, dach i przednią szybę. Mało brakowało, a jeszcze doszłaby sprawa o uszkodzenie ciała, bo widząc co się dzieje kolega wyleciał na dwór i prawie dostał kamieniem w głowę.
No tak, kto to widział, żeby jakiś szarak jeździł lepszą furą, niż taka szycha na stanowisku. A co do całej reszty, to nieźle, skoro ta dzicz mało chłopaka nie uszkodziła, albo nawet zabiła, bo wystarczy, że taki kamyk trafi w czułe miejsce, o co w przypadku głowy nietrudno. Fajnie tam macie u siebie.
Oczywiście ubezpieczyciel próbował kręcić z pokryciem kosztów ale chyba pospadali z krzeseł jak dostali pismo z podpisami kolegi i jego rodziców, oraz skany ich dyplomów jako załącznik. Wyszło że próbowali oszukać trzech doktorów prawa
Ubezpieczyciel, jak nakazuje staropolski obyczaj, standardowo próbował wydymać ubezpieczonego, ale skoro w tym przypadku, ubezpieczony okazał się osobą, która z racji wykształcenia, nie da sobie w kaszę dmuchać, to musiał podkulić ogon. Ale spokojnie, odbije sobie na dwudziestu innych, nie będących doktorami prawa.
A swoją drogą też miałem nieprzyjemną sprawę z ubezpieczycielem, po której stanowczo zakazałem matce zawierania jakichkolwiek umów przez telefon.
Umów nie zawiera się na odległość, trzeba być idiotą. Umowę ma się widzieć, albo przynajmniej usłyszeć o jej warunkach od osoby siedzącej naprzeciw nam, a i wtedy niema pewności, że nas nie wydymają, takie czasy. Jak to kiedyś mój znajomy stwierdził, gdy chcieli z nim podpisać nową umowę na internet (i oczywiście że przywiezie ją kurier, czy tam monter) "Ja nie będę podpisywał umowy na masce samochodu, tylko sobie pójdę do salonu jak człowiek i ją na spokojnie przeczytam".