iebie na tyle. 2 lata auto stało w trawie na zaciągniętym ręcznym z uszkodzonymi pancerzami
Same ekstremalne przypadki, pompa hamulcowa z gówna i liści Ci działa bezbłędnie, zaciski które się wszystkim których znam, i mi blokowały po pół roku stania w garażu działają mimo wrastania w trawie...
Zdradź technologię montażu chińskich pomp i naprawy bendixów, dział artykułów pusty ostatnio, przyda się może dawka wiedzy jak z dziadostwa zrobić w pełni użyteczną rzecz :D Chociaż szybciej wrzucić 30zł droższą TRW PMF 182 i zmienić końcówki zacisków, a bendixy posłać w kosmos, no ale może się przyda np. Łukaszowi190, który usilnie chce zostać przy oryginale i się w kółko z tymi zaciskami męczy (jak polonez jeszcze jeździł, w kółko się im te zaciski blokowały, np. jak jechali na spot).
Magiczną pastę do tłoczków stosowałem jeszcze jak byłem zmuszony się z tym użerać w 2015 roku, ale niewiele pomagała, a gumki zawsze dawałem nowe.
Jeszcze jedno świadczy o cudowności bendixów. Czasem dziadki przynosiły mi różne graty w gratisie ze swoich garaży. Co najczęściej przynosili do FSO? Klocki hamulcowe "żółty" fomar + zestaw gumek do regeneracji bendixów. Miałem tych zestawów do regeneracji całą szufladę, chyba każdy miał to w zapasie

Co do lucasa to zmieniając z tyłu bębny na tarcze nie poprawisz znacząco hamowania.
W moim zielonym wąskim caro nie chodziło o poprawę hamowania, w sumie mnie to niewiele interesowało. Najważniejsze było wyrzucenie psujących się non stop tylko przednich zacisków, bo parę razy istotnie zepsuły mi wyjazd, i np. kończył się postojem na autostradzie na "chłodzenie" felgi, i walenie młotkiem w zacisk + zaciskanie małego imadełka na przewodzie elastycznym, powrót z hamowaniem na 3 kołach byleby tylko nie "chwyciło" znowu, no i spalanie jakbym ciągnął przyczepę od stara w gratisie

. Po którymś razie nie wytrzymałem po prostu z nimi. Później byłem w siódmym niebie tylko z tego powodu, że wsiadam do auta po tygodniowym postoju , czy deszcz, czy śnieg, i ono się po prostu toczy na luzie, zamiast hamować :D.
Pamiętam tą radość, jak się dotaczałem na światłach na luzie i sprawdzałem, czy po zatrzymaniu się, polonez jeszcze się stoczy trochę do tyłu do dziury w jezdni, i czy "chwycą" i znowu stanie w miejscu. No i to się nigdy nie stało, więc kiedy zmieniałem poloneza na kolejnego, był warunek: ma mieć lucasy i wtrysk.
Aktualnym z lucasami fabrycznymi jeżdżę od 2017 roku, dobijam do 100 tysięcy przebiegu zrobionych tym autem, i jedyne co robiłem przy hamulcach to zmiany okładzin w tylnych bębnach zaraz po kupnie + nowe tarcze i klocki (miał przejechane 74kkm). I żadnego zacinania się. Jak tak sobie liczę, to jeżdżąc na heblach, biorąc pod uwagę, ile razy je rocznie naprawiałem w swoich poprzednich autach, czy to fiat czy polonez, 127 nie biorę pod uwagę, to do tej pory naprawiałbym czy "regenerował" je przez te 7 lat minimum 14 razy. :D
Co jest ciekawe: moskwicz ma dwutłoczkowe zaciski z łady, i od kupna auta nie były one regenerowane, a nigdy się nie zacięły, nawet podczas dłuższego postoju. A zdaje się, że te hamulce rocznikowo są z tych samych lat, co "bendixy".