Ja już nie pamiętam, czy ja wtedy ostro zahamowałem, czy w miarę normalnie, ale mnie ładnie z tyłu zebrało. Na suchym nigdy się tak nie stało, ale po deszczu wtedy, jak najbardziej i od tej pory uważałem. Ja wiem, że korektor zmniejsza ciśnienie, dlatego napisałem, że coś musiało nie zadziałać jak trzeba. Ten hamulec z tyłu na tych lucasowskich tarczach, naprawdę był dosyć mocny. Na bębnach, to zawsze jest jakiś tam margines, że samoregulatory nie podstawią tego na tyle, ile powinny i jak jest większy luz pomiędzy szczękami a bębnami, to jednak hamowanie nie jest aż tak skuteczne, a na tarczach, to raczej wszystko działa skuteczniej, bo luz roboczy jest minimalny i praktycznie zawsze prawidłowy. Gdyby nie to, że przód jeszcze hamował, to mogło mnie całkiem bokiem postawić, jakbym samym ręcznym zahamował. Z przodu już wtedy miałem mikody, a tył na standardowych lucasach. Po prostu na stanardowym układzie tarczowo-bębnowym, te siły rozkładały się inaczej, bo przód przy mocnym hamowaniu wiecznie nurkwal i blokował, a tył, to tak sobie, takie rzekłbym, dohamowywanie, a tu, jak na tarczach złapało, to i efekt był lepszy, a na mokrym, to nawet nie musiało mocno zablokować.
Teraz chyba sporo ludzi jeździ na tym patencie, w sensie, podwójny zacisk lucasa na tyle, bo widziałem na fejsie, że ktoś robi te komplety i sprzedaje. Ciekawe, jak to się zachowuje na mokrym, bo to raczej żadnych zmian tam niema, w stosunku do mojego prototypu?